[MOTO ITALY 2015] 06/10/2015 DAY2

W poprzednim wpisie chyba wspomniałam o dziwnym ciemnym typie, który miał na mnie czajówę na promie do Brindisi? Otóż jakie było moje zdziwienie gdy w środku nocy ktoś zaczął pukać mnie palcem po ramieniu. Obudziłam się natychmiast a mym oczom ukazał się owy pan wskazujący kanapę na przeciwko, która właśnie się zwolniła. Dzięki jego uprzejmości mogłam wyspać się wygodnie na starej, obsikanej kanapie zamiast na dwóch wiklinowych krzesłach.



Noc minęła całkiem bezproblemowo jeśli pominiemy chrapiącego dziadka z Bułgarii. Ceny oczywiście odpowiednio wyższe niż te w drodze do Igoumenitsy ale wypić sobie kawę z przepięknym widokiem na morze bezcenne.


Z promu zjechałam przed godziną 9:00, pierwszy postój na stacji benzynowej przypomniał mi o bardzo istotnej rzeczy - nikt we Włoszech nie mówi po angielsku. Poza tym nigdzie nie było map, na żadnej stacji. Skierowałam się więc na Bari i w drogę. O godzinie 11:00 wjechałam na autostradę, zaraz po przejechaniu bramek zaczęły się schody - wrzuciłam jedynkę, dwójkę, trójkę i... klamka sprzęgła nie drgnęła. Niestety trochę spanikowałam i zamiast jechać dalej zatrzymałam się prawie kangurkiem w miejscu. Łatwo się domyślić, że linka sprzęgła po prostu pękła. 



Najpierw była panika, zgrzytanie zębami i chaos. Potem zaczęłam dzwonić. Po konsultacji z chłopakiem zaczęłam swoje nieudane próby ruszenia. Niestety padał wcześniej deszcz i nie udało mi się wystartować na popych bo buty ślizgały się po asfalcie i szybko zrezygnowałam z dalszych prób. Zaczęłam więc machać rękami licząc na to, że ktoś w końcu się zatrzyma. Niestety po 45 minutach jedyne reakcje jakie udało mi się wywołać to odmachiwanie, trąbienie albo wzruszanie ramionami.

Próbowałam potem użyć sznurka z bluzy ale też nie udało mi się ruszyć.

 

Rozwiązaniem problemu mogła rzekomo być śrubka z dwoma nakrętkami. Rozpoczęłam się poszukiwania ale niestety udało mi się namierzyć jedynie drut. Gdy jakimś cudem udało mi się w końcu złączyć dwie połowy linki sprzęgła okazało się, że jest ona odrobinę zbyt krótka. Przy próbie zamontowania jej drut puścił a ja siarczyście zaklęłam dokładnie w momencie, w którym zatrzymał si,ę obok mnie biały, dostawczy samochód.

Gość w środku opuścił szybę i na mnie patrzył. To mówię "hello" na co w odpowiedzi słyszę "Część"/ Nie ukrywam, że dość mocno się zdziwiłam ale jednocześnie ucieszyłam się niesamowicie i pytam "Cześć! Słuchaj zerwała mi się linka sprzęgła i potrzebuję śrubki i dwóch nakrętek" - jego mina bezcenna. Ale najlepsza była jego odpowiedź - "Nie mam śrubki ani nakrętek ale tak się składa, że wożę motocykle z Włoch do Polski i mam akurat jakąś Hondę więc i linka sprzęgła się znajdzie". Łatwo się domyślić - moja mina BEZCENNA.

 


Nadal nie wierzę w swoje niesamowicie ogromne szczęście bo chyba inaczej nazwać tego nie mogę. Piotrek, bo tak miał na imię mój wybawca, poczęstował mnie tigerem, założył inkę sprzęgła i życzył powodzenia.

Niestety ten mały wypadek spowodował dość mocną obsuwę czasową a na ten dzień miałam zaplanowane Pompeje. Niestety o 13:00 miałam przejechane raptem 143km a do Neapolu nadal daleko. Do tego na czterech kolejnych stacjach nadal nie mogłam znaleźć mapy Włoch ale jedziemy dalej.

Krajobraz robił się coraz ładniejszy, po 15:00 dorwałam mapę Włoch za 8.5 euro i niestety niedługo później wjechałam niepotrzebnie do Neapolu.. Znajomy, u którego miałam nocować tego dnia mieszka za Neapolem i mogłam po prostu dalej jechać autostradą, a zamiast tego wylądowałam w samym środku motoryzacyjnego piekła. NIGDY W ŻYCIU NIE PRZEŻYŁAM NICZEGO PODOBNEGO ANI W SAMOCHODZIE ANI NA MOTOCYKLU.

Naprawdę, niejednokrotnie oglądałam śmieszne filmiki i animacje przedstawiające sposób jazdy Włoskich kierowców. Wydawało mi się wtedy, że są trochę przerysowane, a poza tym spędziłam ponad cztery miesiące w Grecji gdzie zasady poruszania się po drogach też mocno odbiegają od tego co znamy z Polski, więc nie spodziewałam się takiego armagedonu. Neapol przeszedł moje wszelkie wyobrażenia na temat tego jak bardzo chaotycznie można jeździć (pozostając przy życiu). Nie jestem w stanie tego opisać słowami bo i tak nie oddadzą one tego co powinny. Nagrałam jednak film i mam nadzieję już niedługo będę mogła się nim podzielić bo zapewniam was - warto zobaczyć ten CHAOS.

Ale wracając do relacji - już po 10 minutach chciałam zrezygnować z dalszej jazdy, zejść z motocykla, rzucić kaskiem i się rozpłakać. Niestety taka opcja nie wchodziła w grę, zacisnęłam więc pięści i zęby i ruszyłam dalej starając nie dać się zabić.

 

Jakimś cudem udało mi się wyjechać z Neapolu (oczywiście oznaczeń nie ma). Zrobiłam kilka niepotrzebnych kilometrów (tego dnia ok 100), posiliłam się z McDonaldzie i wieczorem dotarłam do Villaggio Coppola. Dzielnica,w której nocowałam mieściła się nad samym morzem, trochę na pierwszy rzut oka sprawiała wrażenie nieprzyjemnej, dużo czarnoskórych, brudno i pełno Polaków (nawet minęłam SKLEP SPOŻYWCZY - napis w języku polskim ofc). Wypiliśmy parę piwek, zagraliśmy w scopę (neapolitańska gra w karty), zjedliśmy pyszny domowy obiad, wiejskie salami i poszliśmy spać bo rano mieliśmy atakować Pompeje!


Share on Google Plus

About motocyklistka.eu

5 komentarze:

  1. Nie jeden facet przy Tobie wymięka :) jesteś taka zuch dziewczyna :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odważna jesteś:) Wspaniała przygoda to będzie dla Ciebie na pewno :)

    OdpowiedzUsuń
  3. noo dokladnie bardzo odważna dziewczyna podziwiam i życze szczescia i szerokości !!! LWG ps. miałem kiedys CB 500 cebulke :D moj pierwszy prawdziwy motocykl !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to nie jestem w stanie się rozstać z CB500 chociaż już najwyższa pora ale tyle razem przejechaliśmy, że nie mam serca a motocykl po prostu świetny, nie mam mu nic do zarzucenia oprócz braku szybki i podgrzewanych manetek ale te maknamenty zamierzam usunąć na kolejną podróż :)

      Usuń

...